Gdy byłam młodsza, zawsze zastanawiałam się, jak to będzie zostać dorosłym. Chyba każdy dzieciak tak ma. Bawimy się w zakładanie dużych masek od najmłodszych lat. Niektórzy z nas udają, że zapisują coś ważnego w zeszycie jeszcze na długo przed odkryciem tajemnic alfabetu. Inni skupiają się bardziej na tradycyjnych rolach, takich jak chociażby gotowanie. Podglądając mamę można się nauczyć, że na patelni dochodzi do spontanicznej kreacji pożywienia, a potem z zestawem małej kucharki nieśmiało próbuje się powtórzyć sukces. Intuicyjnie wyszukujemy też różnic w wyglądzie, po czym nieudolnie je kopiujemy – dziewczynki w tym przodują gdy wykradają szminki i buty swoim mamom.
Nastolatki przestają się skupiać na tym, jak dorośli wyglądają i co robią. Ale nadal bawią się – tym, jacy dorośli ich zdaniem są. Poczuciem samodzielności, jak pięknie poczuć na twarzy wiatr samostanowienia, jak wspaniale zrobić coś na własny rachunek, a potem zakończyć zabawę i wrócić pod skrzydła rodziny.
Tylko kiedy zabawa przestaje być zabawą? Czy nie jest czasem tak, że bawimy się też w pierwszą pracę? Zakładamy dużą maskę odpowiedzialności, która czasem przyrasta, ale jak często potrafi opaść, kiedy nawet w domu pogrzebowym pracownicy dowcipkują w najlepsze kiedy nikt nie patrzy. Kończymy osiemnaście lat, odbieramy prawo jazdy, wyprowadzamy się, a czerwona linia nie zostaje przekroczona, nie ma żadnego Rubikonu, nawet jedna trąba nie obwieszcza transmutacji w Dorosłego Człowieka.
Przelewam się z dnia na dzień, czas upływa, a ja wciąż jakoś nie istnieję w kategorii dorosłości, raczej się w nią bawię układając klocki lego z pracy, samodzielnego robienia sobie zakupów, projektowania własnego życia w oderwaniu od rodzicielskiej pomocy. Czasem nawet śnię o tym, że wchodzi do mojego nowego pokoju mama mówiąc, że dość tej zabawy bo rosół stygnie.
Budzę się z tego koszmaru z krzykiem. Tak potwornie nie lubię rosołu.
hed powiedział
Luty 21, 2011 @ 21:53
a czy ktokolwiek powiedział, że trafnym podziałem życia będzie podział na stałe kategorie? oj chciałoby się, chciało, żeby to słowo ‘dorosłość’ miało określone granice, a jeszcze lepiej, żeby istniały one pod postacią czerwonych wstąg do przerwania
wszystko to jednak tylko abstrakcja, rozwój emocjonalny nie idzie w parze z wiekiem, umysłowy z doświadczeniem, a jedyne granice to wytyczane przez nas samych (najczęściej w irracjonalny sposób) ograniczenia, zwane też normami społecznymi… 
lubię Cię czytać.
Pati ;) powiedział
Marzec 3, 2011 @ 01:53
Hmm, jesteś pierwszym pisarzem, który zmusił mnie do refleksji. Aż mózg boli;) Musisz częściej pisać żebym się mogła odchamić;)
Twoja definicja dorosłości jest dla mnie aż za prawdziwa;)
:*